Blog > Komentarze do wpisu
Zjazd rodzinny...

Mam w sobotę doroczny zjazd rodzinny. Taki bez specjalnej okazji, luzackie spotkanie na łące, grillowanie, piwkowanie itp... Niby fajnie, prawda? Można pogadać, spotkać ulubionych dawno nie widzianych kuzynów. Oczywiście takich mniej ulubionych rónież, dzieci rosną, ciocia ta, wujek tamten... Ale jak się tak bliżej przyjrzeć, gdzieś tam spod tego słodkiego lukru przebija wyraźny fałsz. Bo przez najbliższy miesiąc w zaprzyjaźnionych zaufanych podgrupach będzie o czym plotkować, co komentować - która jak się ubrała, a ta utyła, tamten się zapuścił, ci kupili samochód, ale po co im taki dobry i drogi... Problemów się nie zauważa. Jak się kto rozwiódł w tzw. międzyczasie to po prostu nie przyjeżdża i nikt o niego nie pyta. Jak kto bez pracy został, ale za to z długami, to strach ten temat poruszać, wiadomo. Generalnie ma być miło, wesoło i wszyscy się kochamy. A że nie możemy na siebie liczyć na co dzień? Że na sobie nie polegamy? Że sie nie obchodzimy tak naprawdę? Może tego też lepiej nie zauważać... Smutne to jakieś. Niktórzy już zrezygnowali z udziału w tym rodzinnym teatrzyku. Ja się jeszcze waham. W tym roku pojadę. Może ostatni już raz. Ciekawe, jeśli się nie pojawię za rok, czy ktoś o mnie zapyta. A czy to ważne? W każdym razie w tym roku robię tartę, sałatkę caprese i jadę. Ubieram się stosownie do sytuacji, ale atrakcyjnie, paznokcie maluję, samochód pucuję, młodemu najlepszy tiszert... Więc jednak TEATR!!! I ja w nim gram... Po co mi to, mój Boże? A może tak zrobić WIELKI SKANDAL i powiedzieć coś głośno i wprost? Coś niewygodnego? Na przykład jak pomóc wujkowi w chorobie alkoholowej, zamiast udawać, że tego nie widzimy; albo jak wesprzeć ciotkę w depresji, albo jak... itd itp... Nie zrobię tego jednak, wiem. Nie będę tu hojraczyć, za mało mam w sobie odwagi, determinacji, ja wiem czego?  Może lepiej się po prostu wypisać??? Od przyszłego roku? Może.

 

czwartek, 14 lipca 2011, ejczbi2

Polecane wpisy